Sprawiedliwość. Trach, i katedra budowana przez dwieście lat obraca się w stertę gruzów podczas trzęsienia ziemi, i to na dzień przed Wielkanocą. Trach. Trach. Bóg śmieje się nam w twarz. Czy to jest sprawiedliwość? Gdzie? Jak? Na przykład rozważcie mój przypadek. Nie chcę wyciskać z was łez litości. Jestem całkiem obiektywny. Posłuchajcie, nie prosiłem o to, by zostać supermanem. Zostało mu to dane w momencie poczęcia. Niezrozumiały kaprys Boga. Kaprys, który mnie określił, ukształtował, zdeformował, zwichnął moją psychikę, a ja o to nie prosiłem, nie pragnąłem tego, niczym na to nie zasłużyłem. Chyba, że potraktujecie moje genetyczne dziedzictwo jako rezultat złej karmy i innych bzdur.

(Reklama: )
