Siedzę sobie po południu przy biurku, próbując pracować nad czymś, co nie dotyczy sprawy Bendiniego. Zajmuję się też innymi sprawami, chyba wiesz o tym. Wchodzi sekretarka, mówi, że dzwoni jakaś kobieta i chce porozmawiać o facecie, który nazywa się Marty Kozinski. Zrywam się z krzesła, łapię za słuchawkę i jest to oczywiście twoja dziewczyna. Jak zwykle mówi, że to pilne. Ja na to: “W porządku, porozmawiajmy”. Ale nic z tego. Każe mi rzucić wszystko, biec do “Peabody’ego” i usiąść w tej kafejce, jak się ona nazywa... “Mallard”. Siedzę więc tam i myślę, że to nie ma zupełnie sensu, bo przecież nasze telefony są czyste. Do diabła, Mitch, wiem, że nasze telefony są czyste. Mogliśmy porozmawiać przez telefon.

(Reklama: )
